czwartek, 12 lutego 2015

Jestem matką i co się zmieniło?

Odpowiedź jest prosta - wszystko. A jak ja się zmieniłam? Jakoś ostatnio naszły mnie takie przemyślenia. Może to te walentynki i myśl, że to pierwsze walentynki we troje. Ten rok jest inny. A czy ja też?



W ciąży bardzo często zastanawiałam czy jako mama będę innym człowiekiem. Może trochę spoważnieję, a może nabiorę dystansu do życia? Czy świadomość, że przyczyniłam się do istnienia nowego życia będzie miała na mnie wpływ? Jaką mamą będę? Czy taką wyluzowaną, czy raczej kontrolującą?

Na odpowiedz na to ostatnie pytanie muszę jeszcze poczekać. Ale co zmieniło się do tej pory? Niestety tak. Niestety, bo to się zmieniło na niekorzyść. Zawsze byłam niezwykle zorganizowana i poukładana. Nigdy o niczym nie zapominałam. W sumie mój szef domyślił się, że jestem w ciąży praktycznie od razu, bo zapomniałam wysłać próbki wody do laboratorium. Pierwszy raz w pracy zapomniałam o czymś co miałam zrobić. No i cóż tak mi zostało. O wielu rzeczach zapominam. O rozmowach, o tym co miałam zrobić, do kogo zadzwonić... Kiedyś w rozmowie z przyjaciółką usłyszałam: o już wreszcie mówisz z sensem.

Chciałabym zacząć od tego jak cudownie wpłynęło na mnie macierzyństwo. Że stałam się nowym, lepszym człowiekiem. Ale niestety największą zmianą jaką widzę to właśnie to opisane zapominalstwo. To ono mi najbardziej doskwiera. A to co doskwiera widać najbardziej. I to też widzą wszyscy bliscy. 

Ale są różne triki, żeby to jakoś odwinąć. Wszystko notuję. Zapisuję wizyty Krzysia w kalendarzu w telefonie i zaznaczam je dodatkowo w kalendarzu takim na biurko. Do tego ściągnęłam sobie aplikację na telefon z listą zadań i dodaję tam różne zadania do wykonania. 

A czy widzę jakieś zmiany na dobre? Też widzę, choć nie są tak spektakularne jak się spodziewałam. To z czego najbardziej się cieszę to przestałam się zamartwiać przyszłością. Wcześniej musiałam mieć wszystko zaplanowane. Ale mi przeszło. Może dlatego, że gdzieś tydzień przed porodem rozmawiałam z szefem o tym, że w pracy zostanę jeszcze przez lipiec, dokończę jeden projekt, który chciałam zostawić skończony (tak lubię moją pracę :) ) i pójdę na zwolnienie. A tu nagle szpital i dalej wiecie co. Jeśli nie wiecie to możecie się dowiedzieć tutaj. I tak zrozumiałam, że nasz wpływ na przyszłość to tylko brutalna ułuda. Życie ma własny scenariusz i wcale nie jest on gorszy od tego, który sami próbowaliśmy kreować.

Widzę też, że więcej we mnie wyrozumiałości. Zawsze byłam typem współczującym. Ale teraz jest tego więcej. Widzę, że stałam się mniej krytyczna. Kiedy rodzina opowiada o matce, której dziecko wchodzi na głowę i ona na to pozwala. Myślę, że może ktoś widział tylko jedną sytuację. Może dziecko przechodzi bunt iluś-tam-latka. Dawnej może nie na głos (a czasem i na głos) osądzała bym ją. A teraz wiem, że i ja najlepszą matką byłam w ciąży. Zanim naprawdę zostałam matką. Potem urodziłam i mi przeszło :) Bo jak się jest mamą to widać, że świat nie jest czarno-biały. Że czasem ciężko racjonalnie reagować jak dziecko nie chciało spać w nocy i trzeba było bujać pół nocy. Że czasem przegrasz bitwę by wygrać wojnę. Typu będziesz bujać dziecko, chociaż zakładałaś, że nie upadniesz tak nisko, tylko po to, żeby złapać choć trochę snu. Bo przecież jutro trzeba wstać i zajmować się dzieckiem. 

Macierzyństwo uwypukliło też moje wady. Teraz je widzę jaśniej. Nigdy nie byłam typem luzaka. Podobno przy pierwszym poznaniu nie robię zbyt przyjaznego wrażenia. Zbyt oficjalna i zbyt zdystansowana. Ja to w sumie w sobie lubiłam. A może raczej, nigdy mi to nie przeszkadzało, bo wiedziałam, że jak ktoś chce mnie poznać to zobaczy we mnie i jaśniejszą i tę serdeczną stronę. Ale teraz widzę, że było we mnie za dużo pragnień. Za wiele chciałam na raz. Jakoś przy dziecku zwolniłam tempa i widzę jak mi z tym dobrze. Widzę, że nie można starać się za bardzo. Widzę, że chcieć za wiele to też nie jest dobre. Zwolniłam i nabrałam dystansu. Wciąż mam jakieś ambicje i pragnienia, ale mam mniejsze parcie na ich realizację.

Kiedyś wszystkie rzeczy do zrobienia to były 10 i 9, czyli niecierpiące zwłoki. Dziś może z jedna sprawa została jako 9. Reszta znacznie spadła w rankingu. Dziś nie mam idealnie wysprzątanego domu. Obiad gotuje mąż. Ja zajmuję się dzieckiem. Dużo czasu zajmuje nam rehabilitacja i usypianie. Poza tym nie mam wyrzutów sumienia, że coś nie jest zrobione a ja właśnie układam się na drzemkę. Nigdy nie przypuszczałam, że zmęczenie osiągnie taki poziom, że mając do wyboru posiłek lub sen zawsze wybiorę sen :) Chociaż teraz już może mniej. Ale na początku wszystko oddałabym za sen. No może poza dzieckiem :)

I ostatnie: przestałam się bać małych dzieci. Nigdy nie wiedziałam jak z nimi rozmawiać. Jak się przy nich zachowywać. Z tymi starszymi było łatwiej, bo można im coś poopowiadać. Kiedyś jechałam w góry z kuzynką i jej rodziną. Na tylnej kanapie siedziałam ja i wówczas 5 letnia dziewczynka. Bardzo podobały jej się moje opowiadania o ekranach akustycznych, ekoduktach a nawet o umocnieniach skarp z gabionów. Ale jak gadać z takim niegadającym? Dziś mam to opanowane do perfekcji :)

A jak ciebie zmieniło macierzyństwo? Czego spodziewasz się po macierzyństwie?

4 komentarze:

  1. Masz podobne przemyślenia do moich:) Czasami zdaje mi się, że gdy stajemy się kobietami, to już wszystkie jesteśmy podobne:)))) Teraz już jestem mamą dwójki malutkich dzieci i nadal myślę i zastanawiam się nad wieloma różnymi kwestiami związanymi z macierzyństwem:) Życzę dużo zdrowia, siły i cierpliwości:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba coś jest w tym co mówisz. Mam teraz koleżankę w ciąży. Zawsze bardzo się od siebie różniłyśmy. A teraz widzę dużo podobieństw w nas.

      Usuń
  2. ja jestem zdecydowanie bardziej cierpliwa niż kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak przy dziecku trzeba trzymać emocje na wodzy.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.