niedziela, 1 lutego 2015

Jak wydłużyć 40 minutowe drzemki niemowlaka?

Wyobraź sobie taką scenkę: jest dzień, bawisz się ze swoim maleństwem, nadchodzi pora drzemki. Idziesz do jego pokoiku. Odkładasz do łóżeczka, a ono zapada w minimum 2-godzinny sen... Bajka, nie? No ja tak nie mam. Ale myślę, że to kwestia czasu. Patrząc na postępy jakie czynimy. Tak dziś opowiem jak wydłużyłam drzemki swojego dziecka.
Ale uwaga: jeśli chcesz metody działającej od razu, masz całą masę innych zajęć (typu starsze dziecko) to nie wiem czy jestem w stanie pomóc. Poza tym pamiętaj, że będę używać uogólnień. Ale wszystko co tu piszę opiera się na wiedzy, którą zdobywam na bieżąco przy moim pierworodnym. I nie znam też skutków ubocznych i długotrwałych mojej metody. Jeśli miałabym ją nazwać to powiedziałabym metoda prób i błędów, lub tak z inżynierska: kolejnych przybliżeń :)



Zasnął. Wreszcie zasnął i masz czas dla siebie. Co zrobisz? Wyprasujesz całą stertę prania? Posprzątasz? Ugotujesz obiad? Może jeszcze coś poczytasz, poprzeglądasz bloga, facebooka i jeszcze się zrelaksujesz z kubkiem pysznej herbaty... Marzenia. Jeśli dziecko śpi 40 minut to jedyne co zdążyłam zrobić to zjeść coś i na szybko wypić jakąś herbatę i czasem zdążyłam wyskoczyć tam gdzie król chodzi piechotą :) Oj... znam te kęsy jedzenia połykane na szybko, bo za chwilę się obudzi. To niecierpliwe nasłuchiwanie: już się obudził czy jeszcze śpi?

Przeszukiwałam internet w poszukiwaniu jakiejś złotej recepty na krótkie drzemki. Szukałam. Pytałam. Jak wydłużyć sen dziecka w dzień? Jak sprawić, żeby budził się wypoczęty i szczęśliwy? Bo to właśnie był największy problem. Krzyś budził się po 40 minutach w stanie, który określałam jako: zbyt wypoczęty, żeby zasnąć, zbyt zmęczony, żeby się bawić. Efekt takiego stanu: dziecko wiecznie marudne, płaczliwe i niechętne do czegokolwiek. Taki stan rzeczy nie mógł trwać dłużej. Męczyłam się ja. Męczył się on.

Poczytałam trochę książek. Pogłówkowałam i wymyśliłam. Problem nie zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W sumie to wciąż musimy nad tym popracować. Ale już widać pierwsze efekty i dopóki pamiętam co i jak się działo to się tym podzielę. A nuż kogoś to zainspiruje do zmian? Może, któryś z moich pomysłów sprawdzi się też u ciebie?

Myślę, że nie tylko sam sposób jest ważny. Bez nakreślenia historii naszego spania nie zrozumiesz naszej drogi. A to może rzutować na odbiór naszych problemów i rozwiązań. Więc zacznijmy od początku.

Z wcześniakiem, niestety nie możesz ustalić planu dnia. Nie trzyma się on żadnych reguł. Mam na myśli okres, kiedy on jest jeszcze na etapie "płodu". Czyli czasu, kiedy powinien być jeszcze w brzuszku. Ale w tym czasie nie ma żadnych problemów ze spaniem. Wcześniaki często trzeba wybudzać nawet na jedzenie, bo same nie mają na to siły. I bez problemu prześpią kilka posiłków, co grozi śpiączką. Ale nie o tym tu. 

Kiedy dziecko rodzi się normalnie masz poród, który mówi: od tej pory masz dziecko, a nie płód. A taki wcześniaczek? No zdecydowanie, kiedy rodzi się skrajny wcześniak, to noworodka to on nie przypomina. No więc tak: poród był, ale ty masz w domu płód. (Nie gniewajcie się za to określenie, ale jakoś chcę rozróżnić dziecko na etapie przed i po planowanym porodzie) I skąd masz wiedzieć kiedy zamienia się w noworodka? Widzisz zmiany, które następują powoli. Dzień po dniu. Zupełnie niepostrzeżenie. 

Myślę, że dlatego miałam problem z dbaniem o prawidłowy sen dziecka. Niewiele też wiedziałam jak taki sen wygląda. Nie wiedziałam, że dziecko przechodząc z jednej fazy snu w drugą wybudza się na chwilę. Co ja robiłam: biegłam do dziecka, bo przecież już nie śpi. A tymczasem trzeba było wziąć na wstrzymanie i dać dziecku spokojnie zasnąć dalej. Po jakiś czasie on zatracił umiejętność samodzielnego zapadania w sen. I tak się zaczęły nasze problemy. 

Do tego Krzyś przechodził kolki. Do uspokajania stosowaliśmy metodę 5S Harveya Karpa. Możesz poczytać o jego książce tutaj. Metodę oceniam na piątkę z plusem. Jednak przyzwyczaiła naszego synka do zasypiania przy suszarce i kołysania na rękach. I tak rozpoczął się problem numer dwa. Do każdej drzemki potrzebował kołysania i suszarki. Powiesz co za problem? No jak ważył 3 kg to nie wielki. Przy 7 kg już się to czuje w rękach. Do tego suszarka, która chodziła non-stop. Aż mnie dziw bierze, że jeszcze nie padła. W czym był problem? Nie kołysany wracał do płakania. Dziś wiem, że trzeba było zacisnąć zęby i po każdym uspokojeniu się, trzeba go było odłożyć do łóżeczka. I poczekać. Jak zapłacze - uspokoić i znów odłożyć. Tak może by się nauczył samodzielnego zasypiania. Ale, że po chwili wracał do płakania, to nie bawiliśmy się w odkładnie, podnoszenie. Odkładanie, podnoszenie. Tylko od razu kołysaliśmy, aż zasnął. I to był błąd.

Trzecim błędem (z którego do tej pory się nie wycofuję) jest używanie smoczka. Tak Krzyś nie potrafi zasnąć bez ssania. Przy piersi nie chce zasypiać, ale bez smoka ani rusz. Nie sądziłam, że to może przyczynić się do jakiś problemów. Otóż są. Podobno dziecko, które zasypia ze smokiem zatraca umiejętność samodzielnego uspokajania się i dlatego przy przechodzeniu z jednej fazy snu w drugą nie potrafi dalej zasnąć. I tak się też stało u nas. Ale ze smoka na razie nie rezygnujemy. Nie wszytko na raz.

Po jakimś czasie Krzyś przestał przesypiać ciągiem 3 godziny. Budził się po 40 minutach zupełnie niewyspany. W stanie jak opisałam na wstępie. I co zrobić? Do zmian zainspirowały mnie dwie książki: "Język niemowląt" Tracy Hogg (recenzja tej książki tutaj) oraz "Zasypianie bez płaczu" Marthy i Williama Sears.

Więc co zrobiłam, żeby wydłużyć drzemki mojego dziecka? Przedstawię to w kilku punktach:

1. Ustal stały plan dnia


Na początku miałam nadzieję, że wyznaczenie stałego rytmu dnia pomoże Krzysiowi. Tak obiecywała Tracy Hogg. Oczywiście trochę to nam pomogło. Ale problem nie zniknął. A co się zmieniło? Krzyś był trochę spokojniejszy, choć nadal wiecznie zmęczony. Ja też się trochę uspokoiłam, bo wiedziałam mniej więcej co się będzie się działo. Na blogu opisuję postępy Krzysia wraz z jego planem dnia. Ostatni taki nas opis tutaj. Nasz plan dnia, który wisi na lodówce jest bogatszy. Znajdziesz tam takie pozycje jak: moje śniadanie, mój obiad, przygotować kaszkę, nagrzać w pokoju itp. Moja mama była zdziwiona, kiedy to zobaczyła. Jednak szybko się przekonała, że obiad trzeba zjeść w czasie, który jest do tego przeznaczony. Inaczej możesz skończyć głodna :)

2. Naucz dziecko jak się zrelaksować

Może to Ci się wydać dziwne, ale większość dzieci nie potrafi samo się relaksować. A jeżeli dziecko ma problem ze snem to prawdopodobnie nie opanowało tej sztuki. Nasze maleństwo musi się wszystkiego nauczyć. Łącznie z tym, że jak czuje zmęczenie to trzeba iść spać, bo to mu pomoże. Jeśli samo tego nie potrafi, a my mu tego nie pokażemy to nasze problemy się nie skończą tak szybko. 

No dobra, a jak dziecko nauczyć jak ma się zrelaksować? Nie da mu się przecież wytłumaczyć, bo nie zrozumie. Trzeba mu pomóc w relaksie. Sposobów jest kilka, ale tym który wypróbowałam ja i wiele innych mam jest masaż Shantala. Czym jest i jakie inne korzyści płyną z jego stosowania opisałam tutaj. A jak się go nauczyć? Z własnego doświadczenia wiem, że najlepiej od instruktora masażu Shantala. Ja sama jestem instruktorem, więc jeśli jesteś z Warszawy lub okolic możesz się ze mną skontaktować. Jeśli jesteś z innego miejsca instruktorów możesz szukać na stronie Polskiej Szkoły Masażu Shantala.

3. Pozwól się dziecku wyspać


Ten krok był dla mnie najtrudniejszy. W pewnej chwili sobie pomyślałam: mój syn już od kilku miesięcy źle sypia (ja też, ale kogo to obchodzi...) nie wystarczy mu jedna dłuższa drzemka, żeby naprawić te kilkumiesięczne zaburzenia snu. Tak więc zaczęłam układać Krzysia do snu zgodnie z zaleceniem Tracy: przy pierwszej oznace senności. Powiecie co trudnego? No w sumie nic. Tylko się okazało, że mój dzień to było jedno wielkie usypianie. 

No i jeszcze jedna ważna sprawa: nie poddawaj się. Krzyś często robił tak, że tu już dawał sygnały, że jest zmęczony. Zanosiłam go do sypialni, nakarmiłam, a on już wypoczęty. Próby uśpienia były trudne, więc poddawałam się  myśląc, że ta chwila wyciszenia mu wystarczy za odpoczynek. Nie wystarczała. On był senny dalej, a przez to, że przerywaliśmy wyciszenie wszystko trzeba było zaczynać od nowa.

4. Ustal rytuał zasypiania


Dzieci kochają rytuały. Tak mówią obie przytoczone przeze mnie książki. Więc pomyślałam dobra coś się wymyśli. I tak się teraz czuję jak w teledysku disco polo - robię dokładnie to co mówię. Najpierw wchodzimy i zaciągamy zasłony, potem włączamy wyciszającą muzykę, karmimy się, chwilę przytulamy i odkładam Krzysia do łóżeczka. Tak wygląda nasz rytuał na drzemki w dzień oraz przed snem nocnym. Ten ostatni rytuał poprzedzony jest jeszcze kąpielą. 

Na początku ten mój rytuał nie robił na Krzysiu wrażenia. Dopiero po jakimś czasie zaczął kojarzyć melodię i zaciemnione okna ze snem i odpoczynkiem. Ale trwało to chwilkę. 

5. Spraw, żeby dziecko kojarzyło sen z czymś przyjemnym


Tę wskazówkę zaczerpnęłam od państwa Sears. I posłuchałam, dlatego że Krzyś w pewnym momencie zaczął mocno protestować przy każdym usypianiu (wtedy dalej stosowałam metodę 5S tyle, że bez suszarki). Pomyślałam, że może on płacze bo tego po prostu nie lubi. Tak więc wsłuchałam się w dziecko i szukałam metod, które były przyjemne dla niego. I tak usypiałam go przy cycu jak jaśnie Pan miał ochotę. I na dodatek zostawałam przy nim, bo zauważyłam, że lepiej śpi kiedy jestem cały czas przy nim. A nie ukrywam, że i ja na tym skorzystałam, bo się wysypiałam. Jak chciał zasnąć u mnie na rękach to też mu pozwalałam. Ogólnie to spełniałam jego zachcianki. Jak chciał tak zasypiał, żeby tylko zasnął. I właśnie z tego powodu napisałam, że nie wiem czy moje metody przydadzą się matce dwójki dzieci. Ja bym nie dała rady ogarnąć drugiego.

6. Znajdź problemy i ustal porządek naprawy


Kiedy Twoje dziecko już polubi spanie, czas na rachunek sumienia. Musisz przyjrzeć się aktualnemu stanowi rzeczy i zweryfikować problemy. Dla mnie utrapieniem było kołysanie Krzysia. Czasem trzeba go było kołysać pół godziny, albo i dłużej a kilogramów to mu nie ubywa :) To był dla mnie największy problem i to postanowiłam wyeliminować jako pierwsze. Bo jeszcze kilka problemów bym znalazła. Ale polecam naprawiać wszystko stopniowo. Ja np. zmiany zaczęłam wprowadzać tylko dla nocnej drzemki. W dzień usypiałam go po staremu. Dopiero, kiedy wieczorne usypianie przyniosło efekty zaczęłam kombinować przy dziennych drzemkach. Mówią też, żeby unikać kilku zmian w tym samym czasie. Np. nie zmieniaj drzemek jeśli akurat wprowadzasz nowy posiłek i takie tam. 

Tak więc: przeanalizuj sytuację, wybierz jeden problem i go rozwiąż. Potem przyjdzie czas na następny.

7. Podejmij stanowcze kroki ku samodzielnemu zasypianiu


Jak u nas wyglądała nauka samodzielnego zasypiania? Bardziej jestem tu zainspirowana metodą Tracy Hogg. Tzn. wyciszam dziecko przed snem (rytuały o których pisałam) i odkładam do łóżeczka. Próbowałam robić tak jak pisze zaklinaczka, czyli przytulać dziecko do momentu "siedmiomilowego spojrzenia" ale do tej pory nie mam pojęcia jak ono wygląda u mojego dziecka. Mam swoje podejrzenia, ale wystarczył niewielki ruch, żeby Krzysia z tego stanu wyrwać. Tak więc skończę karmienie, chwilkę przytulam i odkładam do łóżeczka. I tu znów włącza się moja dusza gwiazdy disco polo: odkładając zawsze mówię co robię i dlaczego. Życzę kolorowych snów i siadam obok łóżeczka. 

Pięknie to się czyta pewnie: odkładam a on zasypia. Ale tak na prawdę między jednym a drugim stanem jest masa płaczu, jęków, kręcenia itp. Polecam bycie cierpliwym. A co robię gdy płacze? Podnoszę bez słowa, klepię po pleckach (naśladując rytm bicia serca - jedno uderzenie na sekundę) i kiedy się uspokoi odkładam. Za chwilę znów to samo i tak do skutku. Musisz być świadoma, że dziecko będzie płakać. Tracy tłumaczy ten płacz jako: "Mamo, ja przecież tak nie zasypiam". Więc trzeba przezwyciężyć te płacze i mieć nadzieję, że będzie lepiej. A płacze nigdy nie znikną całkowicie, bo przecież po drodze jest ząbkowanie, a to jakiś gorszy dzień, a to dziecko nauczyło się czegoś nowego i przez to jest kompletnie padnięte. 

Ja swój rytuał spisałam i powiesiłam na lodówce. Czasem go czytam, żeby o niczym nie zapomnieć i nie ulec pokusie uspokajania go starymi metodami, bo szybciej. Czy całkowicie pozbyłam się starych nawyków? Oczywiście, że nie. Kiedy zdarzają się dni wyjątkowo marudne i nasze usypianie trwa już godzinę to nie męczę dalej, ani siebie ani jego tylko zawijam w kocyk i kołyszę. Najczęściej odpływa w kilka chwil. 

Czemu stosuję stare metody? Bo kiedy usypianie trwa już długo, to on zupełnie zapomina po co leży w tym łóżeczku. Przez co wkraczamy w zaklęty krąg: on zmęczony, marudny, ale zasnąć nie chce. Dlatego przerywam to szaleństwo mówiąc: rozumiem, dziś nie zaśniesz sam. Teraz mama pomoże. Uda się następnym razem. Tak, dużo mówię do mojego dziecka. Nareszcie moje gadulstwo może mieć jakieś sensowne ujście :)

Jaka rada na ten etap? Przygotowując swój rytuał zasypiania zastanów się jak będziesz postępować w różnych sytuacjach. Przygotuj różne scenariusze. U mnie jest tak: na kręcenie się i rzucanie po łóżeczku nie reaguję. Nie podaję smoczka, nie poprawiam kołderki. Niech się wyszaleje. Jeśli zaczyna marudzić to podaję smoczek robię "ciii" i głaszczę po główce lub policzku. Jak się uspokaja to przestaję. Jeśli łapie mnie za rękę, to jej nie zabieram i zostawiam, żeby mógł się przytulić. Kiedy marudzenie nabiera na sile podnoszę i poklepuję. Jeszcze chwilę trzymam go spokojnego na ręku, ale przy każdym kolejnym podniesieniu coraz krócej. No a kiedy już nie daję rady to jak już pisałam: kocyk i bujanko.

Spróbuj też podejść do niego po tym jak się obudzi bez słowa, podać smoczek. Może uda się, że zaśnie dalej? Możesz też próbować uśpić go jeśli widzisz, że dziecko nadal potrzebuje snu. Jednak tu musisz się raczej spodziewać jawnego protestu.

Tak to wygląda u nas. Być może coś Ci z tego pomoże.

15 komentarzy:

  1. No dobra, trochę mi to rozjaśniło w głowie. Teraz do działania! Naprawdę pomocny post!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, u Nas jest dokładnie tak samo. Drzemki w ciągu dnia to koszmar. Mam wrażenie że moja córka musi zasnąć za karę i bardzo ją to złości. Na koniec dnia mam wrażenie że cały dzień spędziłam na jej usypianiu. No cóż może tak musi być, musi wyrosnąć. Szukam dalej. Ale z pewnością poszukamy 'tego czegoś ' co pozwoli zaśniecie i to dłużej niż 40 min.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post jest dość stary, więc mogę odpisać jak te rady wyglądają na przyszłość. Wieczorem Krzyś zasypia sam. Czasem przy butli, ale jak nie zaśnie to odkładam go do łóżeczka i tam się wierci aż zaśnie. Trwa to krótko i nie ma płaczu. Ale trzeba przyznać, że nasz rytuał wyciszania trwa ponad godzinę. Tak mu potrzeba. W dzień często go bujałam na drzemkę. Teraz się buntuje i już nie chce, żeby go bujać. Chce sam. I tu niestety też mu jest potrzebna godzina, żeby się wyciszył.
      Mam nadzieję, że któraś z rad posłuży Ci za inspirację i Wasz problem zniknie.

      Usuń
  3. Ale czy to wydłużyło drzemki? Jak się budził po 40 min to z powrotem usypiałaś? U nas jest tak, że Iga (3,5m-ca) śpi w dzień 40 min. potem ja próbuje uśpić i nic. A potem kolejne 1,5 h aktywności jest męką. Własciwie wtedy cały czas ma oznaki zmęczenia. Jak ją położę to zmienię rytm dnia zalecany przez Hogg... jestem w kropce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie od razu się drzemki wydłużyły. Dopiero po jakimś czasie. U nas problem był taki, że kazali mi karmić jak się tylko przebudzi, a nikt nie powiedział, że dziecko się na chwilę przebudza między fazami snu. Jak był malutki to nie robiło mu to różnicy, ale potem trzeba go było na nowo nauczyć zasypiania po tym przebudzeniu.
      A może Młoda ma za dużo bodźców? Próbowałaś ograniczyć do minimum co się da? Nie dawać zabawek, no telewizor to oczywiste, ale może i radio wyłączyć.
      A co do rytmu dnia zalecanego przez Hogg: u nas się nie przyjął, bo Krzyś był głodny i przed jedzeniem i po. Pisałam na blogu o tym jak pracowałam nad naszym rytmem dnia, ale u nas odbiegł on zupełnie od tego z książki.
      Ja rozumiem Twoją sytuację, bo też tak miałam, ale z perspektywy czasu widzę, że trzeba podążać za dzieckiem, co przy takim maluchu nie jest proste.
      A i jeszcze czytałam w jednej książce, że czasem dzieci płaczą po przebudzeniu, bo chcą zrobić siusiu poza pieluszką. Dla mnie brzmi to jak abstrakcja, ale może poczytaj sobie o naturalnej higienie niemowląt. Może u Was o to chodzi, skoro nie chce zasnąć?

      Usuń
  4. Tv nie mamy, ale radio gra cały czas- to fakt. Coraz bliżej jestem rozwiązania o którym piszesz, żeby podążać za dzieckiem a nie za swoim "widzimisię" że chciałabym drzemki dłuższe. No jak jej się nie chce spać to trudno. I tak jest lepiej bo od połowy 3 miesiaca to ona już drzemie kilka razy po 40 min. I w nocy dość ładnie: od 20 do 7:30 z dwoma karmieniami. A jeszcze niedawno spała 5h w nocy, a w dzień tylko na spacerze.
    Poczytałam o rytmie dnia i wielu innych rzeczach u Ciebie. Bardzo dziękuję za te wszystkie informacje. To ułatwia młodej stażem mamie to wszystko ogarniac.... Choć czasem się zastanawiam skąd ty miałaś jeszcze siłę i czas na pisanie.... Dobra, a teraz wykorzystam drzemkę i poczytam jeszcze trochę Twoich postów:)
    Może i Tracy Hogg umiała to ogarniać, ale mi póki co jeszcze trochę brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tracy to w drugiej części dużo pisze o opiekunkach do dzieci ;)
      Bardzo się cieszę, że w czymś mogłam pomóc.
      A kiedy miałam czas? Nie lubię spać ;) i sen ograniczyłam do minimum.

      Usuń
  5. Świetne rady. A książki to fantastyczna propozycja, dla młodych mam. Teoretycznie w ciąży jest dużo czasu, i można znaleźć chwilkę na poczytanie, bo potem przy dzidzi, i krótkich drzemkach, to niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błędne koło prawda? Dziecko krótko śpi, więc nie masz czasu poczytać jak ten problem rozwiązać :)

      Usuń
  6. Witam. Mam dokładnie ten sam problem i chyba popelnilam ten sam blad. Jako niedoświadczona mama gdy ustpislsm noworodka a ona po 10 min odlozenia budziła się więc ja na rączki i do zabawy bo przecież nie chce spać. A po 15 min zbieranie i coraz większe rozdrażnienie:( i zaczęłam zachodzić o co chodzi. Przecież widać ze dzidzia moja jest śpiąca a nie może zasnąć. Bo oduczylam ja wchodzić e głęboka fazę snu. Tak jest oprócz nocy. Bo wieczorem zawsze ja dodypialam i wieczorem potrafi zasnąć głębokimsnem. Zepsulam dziecko:( dosdoszukiwalam się problemów neurologicznych a to chyba w tym jest problem:( i tez mam wrażenie, że cały dzień nic tylko usypiam:( czy konsekwentnie przy każdym ziewaniu usypiac dziecko i czy znów złapie dobre nawyki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak robiłam i widziałam efekty. Niestety później bywało różnie (bo skok, bo ząbki, bo coś się działo), jednak ostatecznie teraz Krzyś nie przejawia żadnych problemów ze snem. A dziecko na pewno nie jest zepsute - wszystko da się naprawić. U mnie sprawdziły się rytuały, stały rozkład dnia, uważanie na nadmierną stymulację i masaż Shantala. Będzie dobrze - trzymam kciuki, bo przed Wami dużo pracy.

      Usuń
  7. Witam, mam 4 miesięczne dziecko, które śpi w dzień po 15-30 min (wczesniej było lepiej...). Czytałam o tym, że dzieci lubią rytuały dlatego przez miesiąc zapisywałam wszystkie czynności wykonywane nad córka (drzemki, karmienia, aktywność). Niestety,analiza tego nie miała sensu - codziennie inny scenariusz. Nawet zniknęła pewna dwugodzinna drzemka!! Dodam, że córeczka zasypia tylko i wyłącznie na piersi i w czasie odkładania często się przebudza... Znowu pierś, przyśnięcie... Ogólnie około południa przez parę godzin tak "walczymy"... Ona jest cały dzień niewyspana,ja nerwowa, bo dziecko ciągle marudna, a nie potrafię mu pomoc...
    Tu moje pytanie: jak ustalić odpowiedni rytm dnia? Jak odłożyć szkraba,by nie obudzić?
    Ps. Gdy po przebudzeniu nie wezmę córki na ręce to pojekiwanie przeradza się w płacz, a nawet histerię, której nie są się inaczej opanować jak na piersi lub ziuzianiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisałam tutaj problem na który ja sama jako mama nie mogłam nigdzie znaleźć odpowiedzi i opisałam jak sobie radziłam. To do czego doszłam w ciągu tych dwóch lat (tyle teraz ma mój synek) to fakt, że dzieci muszą czuć się bezpiecznie, żeby dobrze spać. To wybudzanie jest zupełnie normalne, bo to taka pozostałość po przodkach, żeby sprawdzić czy nie ma niebezpieczeństwa i teoretycznie jeśli nie ma dziecko powinno zasnąć dalej. U nas te początki z ustalaniem rytmu dnia też były kiepskie. Ja skupiałam się może nie tyle na ustalonych godzinach co żeby czynności następowały po sobie. Dużo też mi dała odpowiednia interpretacja płaczu dziecka. Tutaj jest fajny artykuł http://tatapad.pl/zdrowie/rodzaje-placzu-noworodka-dlaczego-dziecko-placze/

      Usuń
    2. A i jeszcze apropo odkładania. U mnie w tym okresie, o którym mowa w tekście były takie dni, że się nie dał w ogóle odłożyć i cały czas trzymałam na rękach. Potem było tak, że po ok. 10 minutach takiego mocnego snu dawał się odłożyć i spał już grzecznie.
      Dopiero po jakimś czasie od publikacji tego tekstu zauważyłam, że żeby dobrze spać musi być wypoczęty i jak udawało się, żeby zasypiał po masażu SHantala to też lepiej spał.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.