poniedziałek, 12 stycznia 2015

Kolka - pogromca nocy

KOLKA - to słowo straszy jeszcze kobiety w ciąży. Wszędzie słychać mroczne opowieści o nieprzespanych nocach, nieustannym płaczu, rozpadających się rodzinach i załamanych rodzicach. Czym jest? Podobno niewiadomo. Jak z nią walczyć? Metod jest tak wiele, że nawet nie zdążysz wszystkich wypróbować. A co na ten temat mówi Harvey Karp? On utrzymuje, że ma złote lekarstwo na kolkę.
ceneo.pl


Moim zdaniem w szkołach rodzenia powinni uczyć metod usypiania, uspokajania dziecka oraz tego jak wypełniać sobie dzień z dzieckiem. Bo powiedzcie drogie mamy: co Wam dała szkoła rodzenia? Mi tylko tyle, że się lepiej czułam, że poszłam i czegoś posłuchałam. Ach... ta polska edukacja.

Ale wracając do tematu. Kolka. Aż się włos na głowie jeży na sam dźwięk tego słowa. Młodzi rodzice zastanawiają się: będzie miało czy nie? To jak gra na loterii. Gdzie chyba większość wygrywa. Wygrywa dziecko z kolką. Ci co przegrywają mają fart. Nie muszą się martwić o wielogodzinny płacz swojego dziecka. O poczucie bezsilności i beznadziejności. Rozpady małżeństw. Morze wylanych łez: naszych i dziecka. No i w bloku to i sąsiadów :) 

Młodzi rodzice, który na tej loterii wygrywają potem dzielą się swoimi złotymi sposobami na walkę z kolką. Jazda samochodem. Różne specyfiki nabyte w aptece. Ciepłe okłady. Suszenie brzuszka suszarką. Układanie świeżo wyprasowanych pieluszek na brzuszku. Kołysanie. Noszenie. Bujanie. Noszenie malca na naszej dłoni brzuchem do dołu. Masaże. No i jeszcze jeden: a niech się wypłacze jak potrzebuje.

To ostatnie, moim zdaniem, dla hardkorów. To jest jazda ekstremalna, jeśli dziecko ryczy przez 3 godziny. Potem pada z wyczerpania. Ja się naczytałam, że przy takim płaczu wydzielają się toksyny groźne dla mózgu, a dziecko uczy się, że nie rodzice mu nie pomogą. Że jest zdane tylko na siebie. Taki maluszek. Dla mnie to straszne. I okrutne. Ale to moja opinia. Macie prawo się z nią nie zgadzać.

No więc podjęłam walkę. Próbowałam większości z metod wymienionych powyżej. Raz działały, a raz nie. To mnie doprowadzało do szału. Czemu nie umiem pomóc własnemu dziecku? To był jeszcze czas tego okropnego poczucia winy. Jak dodacie dwa do dwóch to się rodzi tragedia. Tak więc mąż dostał misję specjalną: nakup mi książek. Z książek to się czegoś dowiem i coś wymyślę. 

Na szczęście trafiliśmy na tę pozycję Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy by Harvey Karp.
Książkę napisał amerykański pediatra. Nawet gdyby nie napisali tego na okładce wiedziałabyś, że to amerykańskie. Styl pisania bije po oczach. Taki ... amerykański (żeby nie powiedzieć, że dr Karp pisze do nas jak do kretynów). Ale może to i dobrze, że po n-ty raz powtarza to samo. W końcu może zapamiętasz. Do tego myślę, że musiał tak pisać, bo całą metodę można opisać na jednej stronie. A żeby z tego książkę zrobić to naprawdę trzeba weny. Ale chłopak dał radę. Jemu to zajęło 303 strony.

Napisałam w sumie trochę złośliwie, bo tak odbierałam tę książkę w trakcie czytania. A dziś, z biegiem czasu to jestem nią zachwycona. Pisałam o różnych metodach walki z kolką. U nas działały sporadycznie. Nie byliśmy w stanie przewidzieć co dziś będzie go w stanie uspokoić. Aż pewnego dnia mąż zajrzał do książki i przeczytał:
"Próbując uspokoić płaczące niemowlę, rodzice i dziadkowie od zawsze nawiązywali do pięciu warunków panujących w łonie. Nazywam te uświęcone tradycją "składniki" zasadą 5 "S". 
  • Spowijanie, czyli ciasne owijanie dziecka
  • Stabilna pozycja - na boku lub brzuszku
  • WyciSzanie - głośny, jednostajny szum
  • Skołysanie, czyli rytmiczny, kołyszący ruch
  • Ssanie - czegokolwiek: od sutka, palca po smoczek"
 I to wszystko. Dziecko w przeciągu kilku minut się uspokajało i spokojnie zasypiało. Tylko tyle. A nam rozwiązało wszelkie problemy. Skoro zamieściłam tu opis metody, krótki fragment, który nam pomógł, zapytasz czy warto czytać całą książkę. Moim zdaniem warto. Wiadomo nie ze wszystkim się musisz zgodzić, ale myślę, że warto znać ten pogląd.

A co w zasadzie mówi dr Karp? On opowiada o tym, że dzieci przez pierwsze 3 miesiące przechodzą "brakujący czwarty trymestr". I stąd ta ich chęć powrotu do tego co imituje im łono matki. Na początku byłam nieco sceptycznie nastawiona do jego teorii. Jednak w miarę zagłębiania się w książkę stałam się jego zwolenniczką. I polecałam tę metodę, każdej mamie skarżącej się na kolkę. I co ciekawe - u każdej działało. No może nie była to wielka grupa kobiet, ale sama byłam zaskoczona.

A co do budowy samej książki. Mimo, że mnie kuło w oczy wielokrotne powtarzanie wielu rzeczy, to trzeba oddać autorowi, że bardzo przemyślał jej układ. Do trzeciego rozdziału to takie gadanie o tym jaka to jego metoda jest skuteczna (co jest poparte historiami jego pacjentów) i o tym jak problematyczny dla rodziców jest ciągły płacz dziecka.

Moją ulubioną częścią jest rozdział 4 Pięć najważniejszych teorii dotyczących kolki i dlaczego są one pozbawione sensu. I treść jest dokładnie taka jak to sugeruje tytuł. Wiecie co mnie przekonało do jego racji? Skoro problemy z kolką powoduje niedojrzałość układu trawiennego, to dlaczego wcześniaki dostają kolki 2 tygodnie po planowanym terminie urodzenia, a nie 2 tygodnie po urodzeniu? U mnie się to sprawdziło. Krzyś miał się urodzić we wrześniu i we wrześniu nasz dom wieczorami wypełniał się płaczem. Wcześniej nie.

Potem dr Karp opowiada jak uczynić twoje dziecko najszczęśliwszym niemowlęciem w okolicy. I dlatego uważam warto przeczytać dokładnie tę książkę. Bo chociaż nam za pierwszym razem udało się dziecko uspokoić to z biegiem czasu jego wymagania rosły. Dzięki przeczytaniu części drugiej nauczyłam się jak skutecznie wykorzystywać każdą z pięciu technik. I jak to należy łączyć.

Język jak już wspominałam jest prosty i lekki. Przez co czyta się przyjemnie. Ale to nie dla języka rodzice kupują poradniki, tylko dla skuteczności. I tę książkę Wam polecam. To jest światowy bestseller, więc do nabycia wszędzie, np. tui tu, oraz tutaj.

2 komentarze:

  1. My na kolki testujemy teraz kropelki Delicol i jakby jest lepiej... Ale kolki to temat rzeka i multum sprzecznych informacji w necie, a o tej metdzie 5S czytałam przy okazji gdy natknęłam się na producenta otulacza Woombie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam tę książkę. Po jej przeczytaniu zrozumiałam jaką mamą chcę być :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.