środa, 24 grudnia 2014

Nasza pierwsza gwiazdka

Ten rok przyniósł nam wiele nowych doświadczeń. I choć rozpoczął się pięknie: w styczniu usłyszałam "Gratuluję jest Pani w ciąży". Potem jeszcze kilka miesięcy spędzonych w beztroskim oczekiwaniu na nasz mały cud. A potem w czerwcu usilne błaganie, aby cud się wydarzył, on przeżył i wrócił zdrowy z nami do domu. Mamy za co dziękować w tym roku. Cud się zdarzył i już prawie 5 miesięcy Brzdąc wypełnia każdy milimetr naszego domu i przez niecałe 6 miesięcy zmienił nasze życie i nasze poglądy o 180 stopni.



W tym roku nasza pierwsza Gwiazdka we trójkę. Zaczęła się nerwowo, bo oczywiście z zamówieniem choinki i ozdób czekaliśmy praktycznie do ostatniej chwili. Tak więc nerwowo oczekiwaliśmy, czy w naszym domu pojawi się symbol Świąt. Udało się. Kurier dotarł do nas już po 20. Ale dotarł. Pierwszy raz w naszym domu stanęła prawdziwa choinka. Prawdziwa, choć sztuczna :) Do tej pory nie ubieraliśmy takiej klasycznej, tylko taką maleńką 20 cm. Nie mieliśmy po co, bo i tak Święta spędzaliśmy u rodziców. 

W tym roku nawet chcieliśmy pojechać. Zrobiliśmy w połowie grudnia przymiarkę jak to zniesie nasz Pierworodny. Krzyś po raz drugi miał odwiedzić dziadków. Rozochoceni, że pierwsza wizyta udała się doskonale byliśmy pewni, że i tym razem będzie sukces. Mieliśmy w planach nawet spędzić cały dzień u rodziców. A tu klops. Krzyś jak tylko przekroczył próg wpadł w taką histerię, że musieliśmy od razu wracać. Nakarmić mi się go udało po jakiś 40 min uspokajania. A zasnął dopiero jak wjechaliśmy do lasu i jeździliśmy po nieutwardzonych drogach.

Niestety w drodze powrotnej nam się obudził i zamiast godzinę wracaliśmy 2,5. Trzeba było się po drodze zatrzymywać i go uspokajać. Zniechęceni, z ciężkim sercem, powiedzieliśmy rodzicom, że nie odwiedzimy ich w Święta. No i tak prysnęła nam magia Świąt. Bo przecież tym one są. Bliskością. Rodziną. Czasem spędzonym razem. A to wszystko przy brzmieniu kolęd i narzekaniach, że znów w telewizji leci to samo, i że znów mama się narobiła a to wszystko zostanie, bo my nic nie zjedliśmy.

Tęskno nam do tych naszych tradycji: najpierw pójść na cmentarz do mojego taty. Potem mini wigilia u mojej mamy. A na koniec, z moją mamą, jedziemy do teściów na mega wyżerkę. Później pół przytomni z przejedzenia jedziemy na pasterkę. A tam tylko słychać jak fasola i groch opuszczają co niektórych przejedzonych :)

W tym roku moja mama przyjechała do nas. Tak więc mój mąż dzielnie dzielił kuchnię ze swoją przygłuchą teściową. Zadanie niełatwe, ale wszyscy żyją. O dziwo...

A co z Młodym? Oczywiście jak można się było spodziewać miał dziś marudny dzień. Tak więc postanowiliśmy zjeść wigilię jak już pójdzie spać. Może się to niektórym wydać dziwne, ale tak postanowiliśmy i już. On spokojny jest góra do pół godziny. Nie moglibyśmy się skupić na świętowaniu tylko byśmy patrzyli czy już przypadkiem nie zacznie marudzić. A to czego obawialiśmy się najbardziej, to to, że nagle zacznie marudzić i trzeba będzie kolację przerwać i iść go usypiać. Co oznaczało by, że opuściłabym Wigilię na minimum pół godziny.

Ale oczywiście nie obyło się bez opuszczania stołu. Na szczęście potrzebował tylko chwili, żeby wrócić do krainy snu. I tak odbyła się nasza pierwsza Wigilia w naszym własnym mieszkanku. Czekam do następnego roku, bo wtedy już na pewno spędzimy ją z Krzysiem. A moim marzeniem by było spędzić przyszłą Wigilię zgodnie ze starą nasza tradycją... W szczycie marzeń chciałabym jeszcze, żeby przyjechała moja siostra... Oj było by pięknie. Ale w sumie to jeszcze te Święta się nie skończyły a już marzę o kolejnych...

4 komentarze:

  1. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Swiat Rodzica
    Tak pierwsza gwiazdka w powiększonym gronie jest świetna ! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Matka Mężatka
    U nas było podobnie też bardzo marudny dzień i wieczór, wigilia była u dziadków, bardzo wcześnie bo o 16.00, tata z dziadkiem się zmieniali w zabawianiu maluszka i tak udało nam się dotrwać do 17.30 - czyli godziny o której zawsze zasypiamy synka. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Gibonikowa mama
    Pierwsze koty za płoty :-).Będzie lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  4. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez marny puch
    Wszystkiego dobrego! Trochę spóźnione. No i witam :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.