sobota, 15 listopada 2014

"Idziecie do domu"

Na te słowa czeka, każdy rodzic. Moment, kiedy lekarze mówią te magiczne słowa jest niezapomniany. Również emocje jakie temu towarzyszą pozostaną w waszych głowach przez długi czas.



Krzyś leżał jeszcze na "dwójce", kiedy przyszła Ordynator szpitala i spytała: "A on to na co tu czeka? Przenosimy na trójkę i szykujemy do domu". Wyszliśmy tydzień później.

To co wtedy czułam to niesamowite sprzeczności. Od razu wybiegłam z oddziału, żeby zadzwonić do męża. Powiedziałam: "Mam dobrą wiadomość. Chociaż jestem blado-zielona z przerażenia. Wychodzimy do domu. Już niebawem zabierzemy Krzysia do domu."

To fakt. Byłam przerażona. Krzyś ważył 2260 g. Takie maleństwo... A oni mi mówią, że mam go traktować jak normalnego noworodka. Słyszeliście o dziecku urodzonym o czasie, które miałoby 2260 i było uznane za zupełnie zdrowe dziecko? Ja nie.

Moje przerażenie potęgował fakt, że Krzyś wtedy jeszcze nie zjadał wszystkiego butlą. W nocy wciąż był karmiony sondą. Jakoś nie potrafiłam wyobrazić sobie, że nagle spełnimy wszystkie kryteria do wyjścia do domu.

W szpitalu, w którym urodził się Krzyś nieoficjalnie mówiło się, że dziecko do wyjścia musi spełnić kilka warunków. Po pierwsze osiągnąć magiczną 2, tzn. przekroczyć 2 kg. Jak się okazało w praktyce wypuszczono dziecko z wagą 1800, bo sobie świetnie radziło. Kolejnym osiągnięciem jest brak bezdechów przez minimum tydzień. Oczywiście koniec problemów, z którymi tylko lekarze mogą sobie poradzić. No i przez trzy doby musi zjeść wszystkie posiłki butlą. Niektórzy mówili także, że dziecko powinno się wybudzać na co najmniej jeden posiłek.

Ten ostatni warunek jest dosyć zaskakujący dla osób, które nigdy nie miały z wcześniakami do czynienia. Otóż wcześniaki śpią cały czas. Gdyby ich nie budzić na posiłki, nie budziły by się. Nie mają na to siły. Nie mają też siły płakać z głodu. Dlatego nie mogą być karmione na żądanie. One nie żądają, tylko śpią. Dlatego, kiedy pierwszy raz usłyszałam jak moje dziecko płacze z głodu - ucieszyłam się. Po raz kolejny pokazał mi, że jest małym wojownikiem i nie da się tak łatwo.

Dosięgało mnie przerażenie ze szczęściem na przemian. Cieszyłam się z tego, że już nie trzeba będzie codziennie dojeżdżać, że nie będziemy musieli słuchać płaczących noworodków, że będziemy tylko we troje, że mąż wreszcie będzie mógł spędzić z nim więcej czasu. No... będziemy tylko we dwoje... to cieszyło i napawało lękiem. Przecież niedawno walczyliśmy o jego życie. A teraz idziemy do domu jak gdyby nigdy nic.

Jeśli chodzi o słabsze momenty: raz, kiedy termin wyjścia był już bliski, położne ukrywały mnie przed Ordynator. Popłakałam się strasznie bo Krzyś nie chciał zjeść porcji. A one bały się, że jak mnie Ordynator zobaczy to będzie odwlekać wyjście do domu ze względu na mój stan psychiczny. Prawda jest taka, że gdyby z takich powodów miała odwlekać wyjścia, to nikt by stamtąd nie wyszedł. Położne żartowały sobie czasem z mam, które wychodziły, że ryczą jak bobry. I każda znajdzie sobie powód do płaczu. Nawet to, że wszystko idzie świetnie.

A czemu to, że nie zjadł porcji doprowadziło mnie na skraj wyczerpania? Byłam przerażona i zastanawiałam się czy dam radę. Co zrobię jeśli nie będę dawała rady? Tu, w szpitalu, zawsze mogłam liczyć na fachową pomoc. Przy Krzysiu były położne, pielęgniarki, pediatrzy, neonatolodzy, fizjoterapeutka i inni specjaliści wzywani na badania. I nagle ja ich wszystkich miałam zastąpić? Nie mieściło mi się to w głowie. Dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że nie mam ich wcale zastąpić. Mojemu dziecku potrzeba tylko karmienia i miłości. Proste, ale przyswojenie tego było dla mnie nie lada wyzwaniem.

Z takimi problemami zmagała się każda poznana przeze mnie wcześniacza mama. Niezależnie od tego czy dziecko urodziło się z odruchem ssania czy też nie. Każdy wcześniak jest leniwy w ssaniu, więc ma problem, żeby zjeść wyznaczoną porcję na raz. Dopiero potem życie pokazało, że Krzyś wolał jeść mniej a częściej... dużo częściej :)

Na oddziale byliśmy równy miesiąc. Krzyś wyszedł w 35 tygodniu. Na początku kazano nam się nastawić, że nie wyjdziemy wcześniej niż planowana data porodu. Dlatego dobrze, że lekarze uprzedzili nas wcześniej o wyjściu. Udało nam się przygotować wszystko na czas.

7 komentarzy:

  1. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Ewa Ostrowska

    Jak juz wczesniej wspomnialam dla mnie karmienienie bylo katastrofa. U nas nie bylo tyle tych faz do pzrejscia - jest IN i pozniej pokoj dalej Terapia Subintensywna (niczym sie nie roznia, dzieci sa juz stabilne). I stamtad wychodzi sie bezposrednio do domu po osiagnieciu wagi 1800g jesli wszytskie inne parametry sa w normie. Wszystkie dzieciaki wybudzaly sie na jedzenie, nasz tez tyle tylko ze pozniej butli nie konczyl z wyczerpania. Szpital nauczyl syna por jedzenia - gdy go wypisali w nocy mial juz tylko jedno karmienie (o polnocy, pozniej 6 rana). Syn co prawda przestawil sobnie te 6h snu z 21 do 3, ale i tak bylismy mega zadowoleni. Po miesiacu w domu w ogole juz sie w nocy nie budzil i rozpuscil nas w tym aspekcie strsznie.
    Ja odciagalam mleko, karmil tata. Problem pojawial sie gdy maz byl w pracy, ja dostawal schiz, jak mialam mlodego sama nakarmic, a odziwedzac nas nei mogl nikt bo mielismy nakazana dwumiesieczna izolacje po wyjsciu do domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Sabina Szeląg

    Bardzo dużo przeszliście. Czytając miałam łzy w oczach.

    OdpowiedzUsuń
  3. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Sabina Trzęsiok-Pinna

    Poruszyla mnie Wasza historia! Twoj syn to maly bojownik, takze, oby do przodu!

    OdpowiedzUsuń
  4. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Anna Gajowiak

    Znam te uczucia doskonale jak kazda wczesniakowa mama. Ostatnio naskrobalam notatke na temat tego co warto miec w domu po powrocie maluszka do domku...zapraszam... tak naprawde okres po powrocie do domku byl dla nas najgorszy...

    OdpowiedzUsuń
  5. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Gibionkowa mama

    Oj ciężkie chwile przeszłaś. Podziwiam i szanuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. My wyszłyśmy do domu po 33 dniach z wagą 2430 gr. Zdziwiło mnie jedno w Twoim wpisie w temacie karmienia na żądanie my przeszłyśmy na karmienie na żądanie 5.04 po 19 dniach i jeśli nie wybudzała się na karmienie po 4 godzinach była wybudzana, ale ona trzymała się schematy co 3-4 godz. Do dziś tak jest. Ale pamiętam te wszystkie obawy, o których piszesz jak to teraz do domu i ja mam zastąpić cały personel medyczny. Pamiętam jak w domu usiadłam wygodnie do pierwszego karmienia piersią, a Calineczka nie chciała, podałam w końcu mleczko butelką, ale kolejne karmienia były już udane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój dopiero przed wyjściem do domu zaczął się sam wybudzać na jeden posiłek. Na resztę był budzony. Nawet robiliśmy próby czy obudzi się sam, ale nawet po 5 godzinach się nie obudził. Więcej się już i ja i personel baliśmy. To był jeden raz, kiedy był tak długo bez karmienia.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.