niedziela, 12 października 2014

Pobyt dziecka na OIOMie

Dziś wiem jakie mieliśmy szczęście, że Krzyś leżał  na OIOMie tylko kilka dni. Nie wiem jak radzą sobie rodzice, których dziecko leży tam kilka tygodni, albo co wydaje mi się jeszcze gorsze, kiedy wraca na OIOM z dalszych sal. Choć ten czas trwał krótko, odcisnął na nas swoje piętno.


Na OIOMie spędziliśmy tydzień. Po drodze działo się wiele złego. Krzyś był niewydolny krążeniowo i oddechowo, czytaj walczył o życie. Ale szczerze mówiąc to nie pamiętam wiele z tego okresu. A już na pewno nie pamiętam tych wszystkich medycznych wydarzeń. Kiedy pojawił się antybiotyk, kiedy pogorszył się jego oddech, do kiedy trwały antybiotyki. Może się to wydać dziwne, ale mi się po prostu dni zlewały. Byłam w szoku. Do tego przygnieciona ogromnym poczuciem winy.

Nie potrafiłam myśleć o niczym innym, tylko o tym co ja mu zrobiłam. Nie wiem do dziś czemu się tak stało, ale nie przyjmowałam do wiadomości, że to się nie stało z mojej winy. Cały czas udawałam silną i płakałam po kątach. Mąż mnie wspierał, jednak to dla niego też było trudne. Wiele czasu minęło zanim odpuściłam sobie i dałam sobie prawo do radości z narodzin naszego dziecka.

A co było na OIOMie najtrudniejsze? Bezsilność. Wiedziałam, że lekarze wiedzą co robią i zrobią wszystko żeby go uratować. I jakoś nie umiałam sobie znaleźć miejsca w tym całym zamieszaniu. Bo co ja mogę temu dziecku dać? Już raz go zawiodłam... Czy zasługuję na drugą szansę? Cały czas patrzyłam na niego i nie wierzyłam, że on naprawdę już tu jest. Do tego czułam się jak najgorsza matka na świecie. Zupełnie nie wiedziałam co robić przy tym maleństwie. Nie było mowy o zmianie pampersa - za dużo rurek i on taki maleńki. Podziwiałam położne, które z taką wprawą zakładały pampersy na te małe pupcie.

Karmienie było na początku zupełnie wykluczone. Kiedy rodzi się skrajny wcześniak nie jest on zdolny do trawienia pokarmu, więc w pierwszych dobach był karmiony dożylnie, później dopiero dojelitowo.

Karmienie takich maleństw to bardzo ważna i trudna kwestia, więc tej tematyce poświęcę kolejny wpis.

Nie mogłam przewijać, karmić powiecie, że można go tulić i kochać... W teorii tak, jak już jego stan na to pozwalał. Ale jak dotykać dziecko, które jest tak kruche i takie małe, że nie jesteś w stanie położyć obu dłoni, tak żeby go całkiem nie przesłonić? Na szczęście na oddziale położne zdawały się doskonale rozumieć rodziców wcześniaków. Pokazały, dodały odwagi i wspierały w trudnych chwilach. Za to im dziękuję.

Trudność w przytulaniu polega na tym, że takie dzieciątko nie jest gotowe na dotyk. Musisz to robić delikatnie, żeby nie przysporzyć mu dodatkowego bólu i cierpienia. Więc jak to zrobić? Jedyne co mu potrzeba to żebyście położyli jedną rękę na głowie a drugą na nóżkach. I tak potrzymali. Nie należy ulegać pokusie, żeby maleństwo głaskać, ponieważ jego skóra nie jest przygotowana na takie czułości i może sprawiać mu to ból lub być po prostu nieprzyjemnym bodźcem.

Miałam takie chwile zwątpienia, po co ja mu w ogóle jestem potrzebna. Czy mój dotyk nie jest dla niego bolesny? Czy on czuje, że przy nim jest mama? Odwiedzałam go, kiedy było można. Czasem sama, czasem z mężem. Niestety, kiedy dziecko leży na OIOMie nie możesz być z nim cały czas. Znaczy teoretycznie możesz, musisz tylko wychodzić kiedy jest jakiś zabieg, kiedy coś się dzieje innemu dziecku lub kiedy czekają na nowe. W praktyce mogłam być nie dłużej niż 20-30 minut i to tak ze dwa do trzech razy dziennie.

Ale były też piękne momenty. Przyszliśmy z mężem akurat na zmianę pampersa. Przyglądałam się jak ktoś obcy dla mojego dziecka wykonuje moją pracę, a tu nagle usłyszeliśmy pierwszy krzyk naszego dziecka. Krzyk... to zbyt wiele powiedziane. Brzmiało to bardziej jak głos małego kociątka. Kiedy teraz wspominam tamten pisk, nie mogę uwierzyć, że kiedyś był tak słaby. Dziś płacze tak głośno, że nawet lekarze są zdziwieni jak dziecko po zaburzeniach oddychania 3 i 4 stopnia może się pozbierać. Normalnie bębenki pękają.

Kolejnym wzruszającym i jednym z najpiękniejszych był pierwszy dotyk Krzysia. I nie mam tu na myśli chwili, kiedy to ja przytulałam jego, ale kiedy on ten dotyk odwzajemnił. Po raz kolejny wkładałam ręce przez otwory w inkubatorze, żeby je położyć na jego główce i nóżkach. Na jego bezwładnym i takich kruchym ciałku... Tak więc ułożyłam swoje dłonie i w pewnym momencie poczułam maleńką dłoń na moim palcu. W tym momencie zrozumiałam. Mój syn jest wojownikiem i będzie walczył.

Ale najpiękniejszym momentem było kangurowanie. Wcześniej nic o tym nie wiedziałam. Do tego stopnia, że kiedy lekarz prowadząca powiedziała, że można go kangurować musiałam zapytać o co chodzi. Spojrzała na mnie z politowaniem i powiedziała: "Może go Pani przytulić". I choć powinnam skakać z radości to więcej we mnie było lęku niż radości. Pierwszy raz miałam go dotknąć. Przytulić całą sobą. Oczywiście bez pielęgniarki by się nie obyło. Najpierw musiała go przygotować, tzn. niektóre rurki zdjąć, inne zamienić. Ona przygotowywała Krzysia, a ja siedziałam i myślałam jak to będzie. Czy nie zacznie płakać. Na szczęście nie płakał. To było bardzo piękne doświadczenie. Dopiero wtedy poczułam się jak matka i obudziły się we mnie jakieś pozytywne uczucia. Od tego momentu dopiero zaczęłam czerpać radość z przychodzenia na OIOM. A fakt, że z dnia na dzień z Krzysiem było coraz lepiej, ułatwiał sprawę.

6 komentarzy:

  1. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Ewa Ostrowska

    U nas Intensywna Terapia jest dostepna dla rodzicow w godzinach 15 - 21 i mozna bylo siedziec ile sie chcialo, wrecz zachecano nas do tego (proszono nas czasami o wyjscie, ale zdarzalo sie to niezwykle rzadko). Spedzilismy tam nieco ponad 2 miesiace. Ja generalnie jestem matka panikara - pierwszy raz jak weszlam na oddzial balam sie syna dotkanac...idac na drugie odwiedziny zebralam sie w sobie i szlam z mocnym postanowieniem, ze dzis go dotkne a na oddziale pielegniarka na wstepie pyta sie mnie ''chce go pani potrzymac?''. Zamurowalo mnie, balam sie (wazyl wtedy niecaly kilogram)i troche zajelo mi przelamanie sie - dopiero rozmowy z lekarzem i fizjoterapuetka utwierdzily mnie w przekonaniu, ze kangurowanie potrzebne jest nie tyle mi co synowi. I od momentu gdy pierwszy raz wzielam go na rece Stefano zaczal przybierac regularnie na wadze - bylo to magiczne. Pamietam jednak moja panike gdy po raz pierwszy wyszedl z inkubatora bez CPap'u - mialam lzy w oczach, ze takiego go nie wezme. Przewijanie jednak zostawilam mezowi - on sie doslownie palil do robienia wszystkiego my swoim pierworodnym. 

    OdpowiedzUsuń
  2. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Małgorzata Berendzik

    kangurowanie to najlepsza rehabilitacja dla takiego maluszka. nasz uwielbiał spać na mnie przytulony. Jak wyszedł ze szpitala ważył 2 kg i nie stanowiło to dla mnie problemu. Jednak kiedy na rok ważył prawie 8 kg to już było co dźwigać na sobie, a uwielbiał się przytulać. Ba, lubi nadal położyć się w całości na mnie i słuchać bicia serca. A ja - mimo wielkiego 25 kg ciężaru - czuję się wtedy szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moi chłopcy na intensywnej leżeli miesiąc. .. to był trudny czas...nigdy nie wiedziałam co za chwile zobaczę kiedy chwyta łam za klamkę oddziału. .. a ciepło i zapach i dźwięk tych wszystkich maszyn juz nigdy nie odejdą ode mnie i nie raz do tej pory budzą mnie po nocach mimo iż minęły już 4 lata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pocieszasz, że te koszmary nie mijają.

      Usuń
  4. Koszmary nie mijają, ale bledną, takie jest moje zdanie. Oczywiście są takie dni, że wspomnienia wracają silniej, ale jednak czas płynie i zaczynamy cieszyć się tym co jest teraz. Mówię to z perspektywy posiadania 2 latka. Dla mnie obchodzenie jego urodzin to dzień mieszanych uczuć, z przewagą smutku bo wracają wspomnienia, chcąc nie chcąc.
    A jeśli chodzi o wizyty to u mnie w Szczecinie były bez ograniczeń (Pomorzany). Bo w Zdrojach to o ile się nie mylę jest łącznie 3h chyba dziennie na to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem te mieszane uczucia w dzień urodzin. Są takie dni, że zastanawiam się co odpowiem jeśli Krzyś zapyta: czy cieszyłam się, że się urodził. Wiem, że teraz się cieszę, że jest, ale czy zrozumie ten strach? Nie sądzę. Będę musiała mu to dokładnie wyjaśnić.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.