niedziela, 5 października 2014

Pierwsze spotkanie

Wiele razy wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie. W każdej wizji poród przebiegł bez problemów i komplikacji. Krzyś był zdrowy, a ja mogłam go tulić i bez problemu karmić piersią. Rzeczywistość okazała się brutalna. Nic z powyższych się nie spełniło, bo pierwsze spotkanie z wcześniakiem wygląda zupełnie inaczej.




Kiedy jeszcze leżałam na sali pooperacyjnej, od razu kiedy tylko poczułam, że znieczulenie mnie puszcza zaczęłam przebierać nogami. I to dosłownie. Wszystko po to, żebym była gotowa pójść do mojego syna o własnych siłach. Na szczęście dostałam salę na tym samym piętrze co OIOM. Miałam blisko i dzięki temu dałam radę.

Jeszcze przed tym jak mnie uruchomili, czyli kazali wstać, próbowałam sobie wyobrazić jak to będzie. Jak będzie wyglądało nasze spotkanie. O wcześniakach wiedziałam tyle co większość społeczeństwa, czyli nic. Nie wiedziałam jak może wyglądać, zachowywać się. Nigdy wcześniej nie byłam też na dziecięcym OIOMie.

Tak więc kiedy weszliśmy z mężem na salę myślałam, że mi serce pęknie. On taki malutki... Chociaż na sali był nazywany Grubaskiem. Dopiero kiedy się rozejrzałam po sali zrozumiałam dlaczego. Obok dziecko 900 gramów, po drugiej stronie 650. A nasz Krzyś ważył 1550 gramów. W sumie przez cały pobyt w szpitalu nie było na OIOMie tak dużego malca.

Podeszliśmy do inkubatora. Pierwsze co zobaczyłam to wszechobecne rurki i pampers. Zwykły papmers rozmiar 1 wyglądał na nim jak jakieś monstrum, które połknęło nasze dziecko. Krzysiowi wystawały z niego tylko nóżki i rączki. Trochę się gubił w tym wszystkim. Był podłączony do respiratora, który za niego oddychał. Miał stale mierzone ciśnienie, podłączoną kroplówkę, bo był karmiony dożylnie. Były tam jeszcze inny rurki, ale skupiałam się tylko na tych najważniejszych.

Jego wygląd bardzo odstawał od noworodków jakie zna większość ludzi. Wyglądem przypominał małego starca, bo był cały pomarszczony, i małpkę bo był cały owłosiony. Owłosione miał plecy, nogi, twarz. Za to nie miał brwi ani rzęs. Może to głupie, ale zrobiło to na nas ogromne wrażenie - człowiek, bez brwi i rzęs wygląda bardzo dziwnie.

To naprawdę trudne doświadczenie rodzicielstwa, jeśli pierwsze co widzisz to to jak twoje maleństwo walczy o życie. Choć szczerze mówiąc nie dopuszczałam do siebie takiej możliwości. Tak naprawdę nawet sobie nie zdawałam sprawy w jak ciężkim był stanie. Uświadomiła nas Pani doktor, kiedy zapytałam czy jest szansa, że nasze dziecko będzie rozwijać się normalnie. Czy ma szansę na to, żeby nie cierpieć przez całe życie. W odpowiedzi usłyszałam: "Proszę Pani, my teraz walczymy o jego życie". To był dla mnie cios. Czy po tym wszystkim ja naprawdę mogę go stracić? Nie może umrzeć, przecież dopiero co przyszedł na świat...

W byciu mamą wcześniaka najtrudniejsza nie jest na początku walka o jego życie, tylko przygniatające poczucie winy. Wiesz, że to mogło się stać z twojej winy. Tak naprawdę odrzucasz inne możliwości i skupiasz się tylko na tym co zrobiłaś źle. Poczucie winy jakie towarzyszy narodzinom wcześniaka dla mnie było ogromnym ciężarem. Gdyby nie mąż nie dałabym rady. Pomogła mi też jedna położna która powiedziała, że gdybym zgłosiła się do szpitala następnego dnia już by go nie uratowali, więc powinnam myśleć raczej, że uratowałam mu życie. Od tamtej chwili było łatwiej, choć zajęło mi to chwilę, żeby się z tym uporać. Tak naprawdę to nie wiem czy kiedykolwiek odpuszczę sobie za to co się stało. Teraz przynajmniej myślę o tym rzadziej.

Pierwsze nasze spotkanie zakończyło się moim potokiem łez. Mąż trzymał się lepiej chociaż chyba był w podobnym stanie. Jedyne co zaprzątało nam myśli to niepewność jutra. Po wiadomości, którą otrzymaliśmy od lekarz prowadzącej nie umieliśmy sobie tego poukładać. On naprawdę może umrzeć? Tylko o tym myśleliśmy. A jeśli przeżyje to czy po takich problemach będzie normalnym szczęśliwym dzieckiem? Nie wiedzieliśmy jakie są na to szanse. Dziś wiemy, że możliwości tych maleństw są ogromne. A wola życia niesłychanie wielka i przerasta chyba niejednego dorosłego.

10 komentarzy:

  1. Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, przed chwilą... I ryczę...
    Moja córeczka też jest wcześniakiem. Ważyła zaledwie 1305g. Dziś ma 2-latka, a ja nadal miewam koszmary...
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim Zdrowia dla Krzysia.

    OdpowiedzUsuń
  2. KOMENTARZ DODANY PRZEZ GOOGLE+ przez Ewa Ostrowska

    Wyrzuty sumienia towarzysza chyba kazdej matce wczesniaka. Naturalnie i mi nie byly obce, nieco mnei z nich wyleczyl jeden z neonatologow (referent naszego syna - kazde dziecko na intesywnej terapii mialo swojego lekarza referenta)...zanim zdarzylismy sie odezwac lekarz sam zaczal od slow ''po pierwsze, zwracam sie do mamy - nie zrobila Pani nic zlego, w niczym nie zawinila!!)

    Intensywna Terapia Neonatologiczna robi wrazenie. Ja kiedys myslalam, ze wczesniaki to sie podziwia jedynie zza szyby, wiec byla dla mnie ogromna niespodzianka, ze personel wrecz zachecal do codziennych dlugich odwiedzin.
    Pobyt na oddziale uczy pokory. Nikt jednak nigdy nie dal mi tam odczuc, ze moze cos pojsc nie tak...poczatkowo ostroznie przekazywano informacje z dnia na dzien, ze stan stabilny. Gdyby mi ktos odpowiedzial tak jak Tobie to pewnie bym, sie zalamala.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie to wszystko opisujesz. Widzisz, zamiast iść spać, ja znowu czytam :)
    Trudne to musiały być chwile. ja na OIOMie tez nie byłam, ale wystarczył mi widok mojego 3 letniego synka, okablowanego, w szpitalnym łóżku, jak trafił tam nagle z ostrą niewydolnością nerek.. Ciężko w takich chwilach powstrzymac łzy.

    Wiesz, uśmiechnęłam się jak przeczytałam o tym braku brwi i rzęs. W 36 tc maluchy też ich nie mają, przynajmniej nasz Tymuś ich nie miał :) Dziś za to ma takie rzesy, ze każda ciocia mu zazdrości :)
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to były trudne chwile, ale teraz już w naszym życiu jest tylko jego szczerbaty uśmiech :)

      Usuń
  4. Niesamowicie wzruszają mnie wszystkie Twoje wpisy, wszystkie uczucia o których piszesz są mi doskonale znane, urodziłam córeczkę w 29 tygodniu ciąży. Tydzień temu wróciła do domu, w szpitalu była 5,5 tygodnia. Nie potrafię przestać myśleć co by było gdyby, dlaczego moje dziecko musiało tyle przejść, ten ból przeszywa mi serce. U mnie wszystko jest jeszcze świeże. Do tego dochodzi lęk czy wszystko będzie dobrze. Nadziei dodaje widok Twojego synka który tak pięknie się rozwija:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie dobrze. Najtrudniejsze za wami. Życzę, żeby Twoja córeczka rosła spokojnie i zdrowo :)

      Usuń
  5. Ty miałaś to szczęście, że zobaczyłaś swoje dzieciątko następnego dnia, a ja rodziłam w szpitalu, w którym nie ma odpowiedniej aparatury dla wcześniaków i nasza Calineczka została przewieziona do innego szpitala, a ja zostałam w tym szpitalu, zobaczyłam ją po 5 dniach na małą chwilkę, bo wciąż byłam kaszląca, przeziębiona na antybiotyku i choć serce strasznie chciało być z moją córeczką rozum zwyciężył, wiem, że mogłabym jej zaszkodzić gdyby coś ode mnie złapała, ona walczyła o życie, więc dodatkowe inne baterie nie były jej wskazane, mogłam zapomnieć o kangurowaniu,dopiero na otwartej sali mogłam ją wziąć na ręce, poczuć ją blisko siebie. Choć raz na OIOMIE przez szybkę w inkubatorze na małą chwilkę mogłam położyć ręce na jej maleńkim ciałku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go zobaczyłam jeszcze tego samego dnia. Była jedna mama, której dziecko też zostało przewiezione z innego szpitala. Ona była zdrowa. Wyszła, a raczej prawie uciekła ze szpitala w którym była, żeby zobaczyć swoje dziecko.

      Usuń
  6. Siedzę i połykam łzy :( :(
    Nie lubię licytowania się Mam, ale w tej sytuacji uważam, że nikt kto tego nie przeżył nie zrozumie...
    Ja moich synków zobaczyłam kilka godzin po porodzie, ale dali nam dosłownie 2 minuty i przez szybkę inkubatorów. Poznaliśmy się dopiero 3 dni później bo ja zostałam w tym szpitalu a oni byli przewiezieni do innego z braku miejsc.
    Chwila w której uświadamiasz sobie, albo Tobie uświadamiają, że poród to dopiero początek, że teraz rozpoczyna się walka o życie jest druzgocząca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto nie przeżył takiej walki nigdy nie zrozumie. To fakt.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.